FOTOGRAFIA, FOTOPOWIEŚCI, KOMUNIKACJA, O OBRAZIE, Sposób myślenia, Życie codziennie

Fotografia – język opowiadający Twoją własną historię #fotopowieści

Artykuł o fotografii, która jest medium opowiadającym naszą własną historię nie będzie miał charakteru poradnika. Kimże ja jestem by doradzać w temacie fotografii. Będzie serią długofalowych przemyśleń, zbieraniną cytatów z bardzo ciekawego artykułu Marcina Grabowieckiego a także wstępem do nowej serii postów na tym blogu.

Coraz częściej zdarza mi się bowiem zabierać ze sobą aparat na swoje spacery i wycieczki rowerowe. Czasem na wycieczki bez celu do Łodzi i innych miejscowości, w których szukam inspiracji i pięknych detali. Z tego względu, że zdjęć przybywa a na Instagramie zwyczajnie giną w tłumie postanowiłam zrobić dla Was serię #fotowycieczki, w których publikować będę efekty moich szlajań z aparatem. Od poniedziałku zaczynam też kurs foto dla raczkujących, z którego jak się domyślam wyciągnę kilka lekcji i tematów do nowych serii zdjęć o określonej tematyce.

Włóczykijstwo zawsze było dla mnie terapią własną i chwilą na przemyślenie paru bieżących spraw. Czasem ucieczką od przytłaczających spraw życia codziennego. Fotografia, która zaczęła mu towarzyszyć pomaga mi w uwiecznieniu tego jak ja widzę to co mijam. Utrwaleniu nastroju, który towarzyszył mi w dochodzeniu do pozytywnych (zazwyczaj) wniosków.

To co mijamy jest inne dla każdego z nas. Każdy zwraca uwagę na inne detale i widzi otaczający nas świat inaczej. W tym natomiast jak widzimy rozgrywającą się historię zawiera się część nas samych. Uważam, że warto się tym dzielić.

Wybaczcie wielość cytatów, w tym poście, ale chcąc powiedzieć coś nowego zawsze w trakcie szperania w sieci napotykam inne lub podobne opinie. W tym przypadku było natomiast tak, że trafiłam na artykuł Marcina Grabowieckiego z fotopolis, który zawarł w swoich słowach w zasadzie samo sedno dzisiejszego przesłania. Świetnie opisuje on analogię, którą i ja dostrzegłam między fotografią a komunikacją z odbiorcą, opowiadaniem, aktem tworzenia.

Fotografia = język?

MYŚLĘ, ŻE ISTNIEJĄ DWA RODZAJE WIZJI. I nie chodzi mi o zdolność oczu do oglądania świata. Pierwsza z nich stanowi całość naszego myślenia o świecie i przyszłości. Te rodzaje to wizja osobista i wizja fotograficzna. To szczegółowy obraz naszego umysłu. (…) Osobista wizja dotyczy tego, kim jesteś. Wizja fotograficzna z kolei dotyczy pojedynczych kadrów (i charakteru wszystkich twoich zdjęć), które sobie wyobrażasz. To ona odpowiada za twoje zamiary jako fotografa.

    źródło: fotopolis.pl

Świat nieustannie dzieje się wokół nas, a to co my widzimy to oddzielna historia. Fotografia to sposób na uwiecznienie tej historii i opowiedzenie jej po swojemu.

Czy przesadzę nazywając fotografię oddzielnym językiem? Językiem, w którym nie ma ustalonej gramatyki i znaków, który dzieje się tu i teraz a jednocześnie każdy go rozumie?

Fotografia a opowieść – teoria zamiaru 

W którą stronę skierować akcję powieści? Jak mają się wypowiadać jej bohaterowie? Co chce powiedzieć, a czego mówić nie chce? To właśnie tak precyzyjne zamiary skłaniają pisarza do wyboru konkretnych słów i budowy takich, a nie innych zdań. (…)  Jeśli precyzyjnie określisz swój zamiar, ograniczysz wpływ przypadku na efekt końcowy. Możesz wybrać najbardziej odpowiedni obiektyw, najlepszą przysłonę i czas migawki lub znaleźć inne miejsce, z którego zrobisz lepsze zdjęcie z lepszą perspektywą. Zamiary są ważne.

    źródło: fotopolis.pl

 

Marcin Grabowiecki mówi tutaj o czymś co jest dla mnie najtrudniejsze. Mówi o teorii zamiaru. Ja przyznaję szczerze, że nie zawsze potrafię określić swój zamiar. Wychodząc gdzieś z aparatem niekoniecznie chcę by każde moje zdjęcie było oddzielnym wierszem. Bardziej, by cały ich ciąg był pewnego rodzaju opowieścią. Zamiarem moim jest więc reportaż z wycieczki? Też nie do końca. Swój zamiar określiłabym jako przekazanie nastroju z wycieczki. Bo to on jest dla mnie najważniejszy. Czy wobec tego mogę uznać, po wyselekcjonowaniu serii zdjęć do swojej #fotopowieści, że zrealizowałam swój zamiar? Nie wiem. Być może pomożecie mi odpowiedzieć na to pytanie po obejrzeniu postów, które ukażą się już wkrótce.

Migawka a długopis

Oglądający, a może „czytający” twoje zdjęcia zakładają na wstępie jedną rzecz. Mianowicie – że wiesz, co robisz. Że chcesz powiedzieć to, co mówisz, układając kadr z takich, a nie innych elementów i podejmując takie, a nie inne decyzje techniczne (ogniskowa, przysłona, migawka) oraz artystyczne (punkt widzenia, perspektywa, kadrowanie). Czytelnicy uważają, że wszystko dokładnie przemyślałeś.  (…) Owszem, wszystkie elementy, o których mowa, leżały przed obiektywem. Ale znalazły się w kadrze, bo ty im na to pozwoliłeś. Nasze medium oferuje wiele sposobów wpływu na liczbę elementów kadru. Możemy dowolnie zmieniać jego układ. Mamy obiektywy o różnych ogniskowych i różnych kątach widzenia. Posiadamy przysłonę pozwalającą zmieniać zakres głębi ostrości. Możemy zmienić własną pozycję względem fotografowanego obiektu albo ustawiać ekspozycję tak, by niektóre części kadru ukryć w cieniu. Szczerze mówiąc, zamiast tworzyć coś słabego i winić za to cały świat, możemy też zrezygnować z naciśnięcia spustu migawki.

    źródło: fotopolis.pl

Kiedy wyszłam ostatnio na spacer po Łodzi z aparatem bijąc się wpierś, że od dzisiaj tylko z zamiarem i tylko na dany temat wróciłam z niczym. Wydaje mi się, że też nie tędy droga. W końcu błędy uczą nas czegoś. Patrząc nawet na własne – złe zdjęcia dochodzimy do pewnych wniosków, z których korzystamy fotografując na kolejnych sesjach. Nie wydaje mi się też niczym złym to, że nie możemy patrzeć na swoje zdjęcia wykonane miesiące, może lata temu. To chyba dobry znak, że czynimy postępy i że teraz robimy coś lepiej. Nie robilibyśmy lepiej gdybyśmy nie robili w ogóle. Każdy chaos przybiera określoną formę wtedy kiedy zaczynamy w nim dostrzegać wady i zalety. Po pewnym czasie dostrzegamy, że fotografowane przedmioty często nie są bohaterami samymi w sobie, ale służą pewnemu celowi. Marcin Grabowiecki porównał to do bajkopisarstwa. Bajkopisarz wybierając postaci swojej bajki w postaci zwierząt, którym przypisywane są konkretne cechy kreuje w ten sposób mocny morał.

Kompozycja zdjęcia jest sposobem opowiadania historii. Jej znaczenie kryje się właśnie w strukturze fotografii. Wybieramy odpowiednie słowa i układamy je w kadrze tak, by własnym językiem opowiedzieć o swoich zamiarach. W sposób, jaki uznamy za najbardziej czytelny dla odbiorcy. To właśnie kompozycja kadru czyni opowieść interesującą, buduje napięcie i przyciąga uwagę widzów. (…) Połączenie opisanych wyżej trzech elementów nadaje opowieści sens. Brakującym ogniwem jest, oczywiście, czytelnik. Kiedy zaczyna czytać, rozpoczyna się kolejny etap – interpretacja. Nie mamy na nią żadnego wpływu. Możemy jedynie przedstawiać uniwersalne historie o jasnym przesłaniu, napisane jednoznacznym językiem. To samo odnosi się do zdjęć. 

    źródło: fotopolis.pl

„Nie różdżka, lecz czarodziej”

Dopełniając to przydługie wprowadzenie do serii, którą chciałabym Wam przedstawić (przedstawiać) chciałabym przywołać jedno głupie pytanie, które zadałam kiedyś na początku swojej przygody z fotografią. Jakim aparatem i jakim obiektywem najlepiej?! Oczywiście pytanie jest absurdalne, ponieważ każdy zwraca uwagę na coś innego. Jak napisał mi kiedyś na Instagramie jeden z obserwowanych cudotwórców fotografików Łukasz Łatwiński (Definicje Łukasza) „nie różdżka, lecz czarodziej”. I jest w tym 100% prawdy. Jeśli jest w nas silna chęć fotografowania to zaczniemy od aparatu w komórce jako dzieci a skończymy na Canonie, Nikonie i czy co tam wybierzemy. Ja najczęściej wybieram obiektyw stałoogniskowy ponieważ w ten sposób bardziej myślę nad kadrem. Mając zoom w nogach myślę nad tym co i jak umieścić na swojej fotografii (nie zawsze mi to wychodzi). Wiele rzeczy przez to tracę nie zawsze dościgając akcję, którą chciałabym uwiecznić, ale też wielu rzeczy się uczę. Moim marzeniem jest skompletowanie kilku jasnych obiektywów stałoogniskowych i jednej lunety, którą będę mogła podglądać piękne dziewczyny na drugiej stronie stawu, lub chociaż sikorki na drzewie. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy. Wszystko przede mną!

Cały artykuł o Języku fotografii Marcina Grabowieckiego przeczytacie tutaj. Polecam!

 

autorka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *